Murarka ogrodowa jest „bohaterką” akcji „Budujemy populację owadów zapylających”®. O życiu, pracy, hodowli i bezpieczeństwie murarki ogrodowej oraz innych owadów zapylających opowiada dr Dariusz Teper – specjalista ds. pszczół, adiunkt w Pracowni Zapylania Roślin, Zakładu Pszczelnictwa w Puławach (jednostki należącej do Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach).

Murarka ogrodowa zyskuje coraz większą popularność wśród sadowników. Czy może to budzić niepokój pszczelarzy i producentów rodzin trzmielich? Czy murarka może stanowić konkurencję dla innych owadów zapylających?

Dariusz Teper (D.T.): W naszym kraju, ze względu na dość ograniczony zakres wynajmu rodzin pszczoły miodnej, wykorzystanie murarki ogrodowej nie stanowi konkurencji dla pszczelarzy. Właściciele pasiek niechętnie wywożą swoje ule do sadów, ze względu na stosunkowo niską wydajność nektarową roślin sadowniczych. Ponadto okres kwitnienia sadów pokrywa się z czasem kwitnienia rzepaku, który charakteryzuje się dużo bardziej obfitym i mniej zawodnym pożytkiem. Innym powodem niechęci pszczelarzy do przewożenia pszczół na uprawy sadownicze jest wysokie ryzyko zatruć owadów. I nie chodzi tu o zatrucia na plantacjach, na które wprowadzono ule z pszczołami, ale o zatrucia mające miejsce w sąsiednich sadach, należących do mniej świadomych właścicieli.

Jeżeli chodzi o hodowlę rodzin trzmieli, które są wykorzystywane w sadach, to rzeczywiście, murarka stanowi poważną konkurencję. Pomijając inne aspekty, skupię się tylko na ekonomicznej stronie wykorzystania murarek. Raz zakupione pszczoły samotnice są hodowane przez wiele lat dając coroczny przyrost populacji umożliwiający jej wykorzystywanie na coraz większym areale przy minimalnych nakładach. Dla porównania rodziny trzmiele trzeba kupować co roku, bo ich hodowla na własne potrzeby jest niemożliwa.

W przypadku innych owadów zapylających, występujących w naturze trudno mówić o istotnej konkurencji. Większość naszych pszczół samotnic pojawia się w późniejszym okresie sezonu, a w czasie lotów murarek spotyka się głównie, niezbyt liczne pszczolinki, porobnice i matki trzmiele, które są dopiero na etapie zakładania gniazd, więc ich potrzeby pokarmowe są niewielkie.

Z czego wynika tak duża popularność murarki ogrodowej?

D.T.: Przez długie lata w Polsce zapylanie kwiatów roślin uprawnych, było niedocenianym czynnikiem plonotwórczym. Dopiero informacje medialne o masowym wymieraniu rodzin pszczoły miodnej (tzw. CCD – ang. Colony Collapse Disorder) w Stanach Zjednoczonych i na zachodzie Europy, wpłynęły na uświadomienie wielu plantatorom, jak ważne jest zwrócenie większej uwagi na problemy związane z niedoborami owadów zapylających. Okazało się, że około 1,3 mln rodzin pszczelich, które mamy w kraju, to za mało, aby skutecznie zapylić uprawy. Tych rodzin powinno być na terenie Polski co najmniej dwa razy więcej.

Podstawowym problemem przy wykorzystywaniu dzikich owadów pszczołowatych do zapylania upraw na masową skalę, jest ich odpowiednio duża dostępność na rynku. Dzięki dobrze poznanym metodom hodowli i konsekwentnemu rozmnażaniu istniejących w naszym kraju populacji murarek, staliśmy się jednym z wiodących państw w Europie w zakresie wykorzystania dzikich pszczół w sadach. Do wzrostu popularności tego gatunku przyczyniły się także liczne publikacje w prasie branżowej oraz wykłady i szkolenia dla sadowników indywidualnych i zrzeszonych w grupach producentów owoców.

Pszczoła miodna, trzmiele, obecnie także murarka ogrodowa to gatunki znane, popularne, hodowane na większą skalę bądź dla własnych potrzeb, czy też hobbystycznie. Nauka coraz lepiej poznaje biologię i hodowlę innych owadów pszczołowatych. Jakie są szanse na wzrost zainteresowania wykorzystaniem w zapylaniu i hodowlą innych gatunków pszczół? Czy są one równie skuteczne w zapylaniu roślin sadowniczych?

Prawdopodobnie, dzięki dużej popularności murarki ogrodowej, także inne gatunki owadów pszczołowatych będą badane pod względem przydatności w zapylaniu upraw i zakładane będą ich hodowle. Obawiam się jednak, że jest mało realne, aby inny gatunek osiągnął aż tak duże znaczenie jak murarka. Wspomniałem wcześniej, że aby było możliwe wykorzystywanie dzikich pszczół w sadach produkcyjnych, koniczne jest ich rozmnożenie do dużych populacji, przy łatwej i taniej hodowli. Ale wszystko przed nami.

Od początku uczestniczy Pan w kampanii edukacyjnej „Budujemy populację owadów zapylających®” prowadzonej przez firmę Sumi Agro Poland. Jak ocenia Pan to przedsięwzięcie i jego efekty?

D.T.: Mając na uwadze aspekt edukacyjny akcji uważam, że odniosła ona ogromy sukces. Problemy z niedostatecznym zapylaniem upraw istniały w Polsce od wielu dziesięcioleci, jednak nie dostrzegano ich. Działo się tak zapewne z powodu błędów w systemie edukacji na wszystkich szczeblach, nie wyłączając studiów rolniczych, w programach których proces zapylania kwiatów i jego wpływ na plonowanie był marginalizowany. Promowanie murarki ogrodowej w ramach akcji firmy Sumi Agro Poland, wpływa nie tylko na zwiększenie plonów, ale, co ważniejsze, powoduje zwiększenie dbałości o pszczołę miodną oraz dzikie owady pszczołowate. Przekłada się to na coraz bardziej rozważne stosowanie chemicznych środków ochrony roślin, bo jak wiadomo, znaczna część zatruć pszczół (nasza wiedza opiera się tylko na informacjach o zatruciach pszczoły miodnej) ma miejsce właśnie w sadach.

Czy zainteresowanie producentów owoców murarką ogrodową, przekłada się na wzrost świadomości sadowników w kwestii znaczenia owadów zapylających nie tylko w plonowaniu roślin, ale też w agrocenozach i globalnie w środowisku?

D.T.: Uważam raczej, że to wzrost świadomości sadowników w zakresie znaczenia owadów zapylających, przekłada się na wzrost zainteresowania wykorzystaniem murarki ogrodowej. Jestem pewien, że wiedza, jaką posiada coraz większa liczba sadowników na temat znaczenia zapylania roślin uprawnych, zmienia również ich podejście do roli tych owadów w agrocenozach i w środowisku.

Jaka jest prawda o zapylaniu? Czy murarka zapyla lepiej, więcej, szybciej niż pszczoła miodna i trzmiele – skąd się bierze fenomen jej popularności?

D.T.: Nie chciałbym faworyzować murarki, bo każdy gatunek ma swoje zalety. Trzmiele, dzięki specyficznemu sposobowi zbierania pyłku kwiatowego, wprawiając kwiaty w wibracje, są znakomitym zapylaczem pomidorów. Pszczoły miodne, dzięki ogromnej liczbie robotnic, przekraczającej 50 tys. osobników w kolonii, są dyspozycyjne o każdej porze sezonu. Natomiast murarki oblatują około 150 gatunków roślin, ale zasięg ich lotu jest niewielki, co może być dużą zaletą przy zapylaniu np. grusz, które nie są zbyt atrakcyjnym pożytkiem. Poza tym, murarka bardzo szybko przemieszcza się z kwiatu na kwiat, dokonując skutecznego krzyżowego zapylenia.

Czy warto hodować murarkę i wykorzystywać ją do zapylania sadu?

D.T.: Odpowiedź wydaje się oczywista. Jestem głęboko przekonany, że murarka jest doskonałym zapylaczem upraw sadowniczych, jednak w swojej opinii mogę wydawać się stronniczy. Najważniejsze są opinie plantatorów wykorzystujących murarkę w swoich sadach. Jak dotąd nie słyszałem negatywnych ocen na temat pracy tych owadów na kwiatach. Wielu sadowników zaobserwowało ewidentny wzrost plonu i poprawę jego jakości w promieniu 150–200 m od kolonii murarek. Dokładnych informacji na temat porównań skuteczności zapylania pomiędzy poszczególnymi gatunkami nie ma, ponieważ badania pod izolatorami są niezbyt wiarygodne, a doświadczenia polowe są trudne do przeprowadzenia.

Jakie są zalecania, co do liczby kokonów czy też samic murarki ogrodowej, niezbędnych dla optymalnego zapylenia wybranych gatunków roślin sadowniczych i jagodowych?

D.T.: Obsada owadów na 1 ha sadu, czy innej uprawy, zawsze uzależniona jest od liczby kwiatów na jednostce powierzchni. Ta zasada dotyczy także zalecanej liczby rodzin pszczoły miodnej, potrzebnych do dobrego zapylenia 1 ha uprawy. Ze względu na stosunkowo niewielką liczbę kwiatów na drzewach jabłoni, grusz, a także na krzewach porzeczek, borówek i truskawek, do dobrego zapylenia 1 ha uprawy poleca się wyłożenie 1 tys. kokonów murarek. W sadach czereśniowych i wiśniowych, z powodu obfitszego kwitnienia, powinniśmy wystawić 2–3 tys. oprzędów pszczół. Należy jednak pamiętać, że każda, nawet mniejsza ilość owadów, wpłynie na poprawę zapylenia kwiatów.

Załóżmy, że sadownik zaopatrzy się w kokony w danym sezonie, a wygryzione z nich pszczoły będą pracowały w sadzie i rozmnożą się. Jakie działania powinien podjąć producent, aby w kolejnym roku wykorzystać do zapylania pszczoły pochodzące już z własnej hodowli?

D.T.: Podstawowymi zabiegami, które należy wykonać, są te zmierzające do ograniczania spasożytowania kolonii, co przełoży się na wyższy współczynnik rozmnożenia populacji. Po około 3 tygodniach od wystawienia kokonów trzeba zabrać pudełko z resztkami oprzędów i je spalić. Kolejnym zabiegiem jest rozłupywanie zasiedlonych gniazd po sezonie i przenoszenie do zimowli tylko dobrze rozwiniętych, zdrowych kokonów oraz stosowanie co roku nowych materiałów gniazdowych. Powinniśmy wtedy wyłożyć o 30% mniej trzcinowych rurek w stosunku do liczby wyłożonych kokonów. Ważnym aspektem jest też zabezpieczenie kolonii siatką przed ptakami.

W sadach produkcyjnych istotnym elementem jest ochrona chemiczna. Jak pogodzić obecność pszczół na plantacjach, w tym wypadku murarki ogrodowej, z potrzebą wykonania zabiegu ochrony?

D.T.: Obecnie trudno sobie wyobrazić nowoczesne ogrodnictwo bez chemicznej ochrony roślin, jednak rozważne stosowanie pestycydów, z wykorzystaniem produktów o możliwie krótkim okresie prewencji dla pszczół, pozwala na zachowanie dostatecznego bezpieczeństwa owadów. Podczas wykonywania zabiegów zawsze należy ściśle przestrzegać etykiety-instrukcji stosowania środka, i to bez względu na obecność lub brak murarki na plantacji. Dodatkowo powinniśmy stosować się do zasad „Dobrej praktyki ochrony roślin”. Jeżeli mamy murarkę w sadzie, należy na czas zabiegów, wykonywanych oczywiście wieczorem, po lotach pszczół, osłonić kolonie przez założenie foliowych worków na skrzynki gniazdowe. Zabieg ten chroni gniazda i nocujące w nich owady, przed bezpośrednim kontaktem z cieczą roboczą.

Wiele występujących na terenie naszego kraju gatunków pszczół jest zagrożonych wyginięciem – w pewnym stopniu przyczyniła się do tego chemizacja rolnictwa. Jakie działania powinien wprowadzić w swojej praktyce sadownik, aby jeśli nie wspierać i odbudowywać ginące populacje, to przynajmniej nie szkodzić i nie przyczyniać się do ich zanikania w agrocenozach?

D.T.: Powodem zmniejszania się populacji dzikich owadów pszczołowatych w naturze, poza chemizacją rolnictwa, jest tworzenie wielkoobszarowych monokultur. Intensywna uprawa gleby, likwidacja zadrzewień śródpolnych i miedz sprawia, że dzikie pszczoły nie mają gdzie się gnieździć. Poza tym masowe stosowanie herbicydów powoduje likwidację roślinności ruderalnej, która stanowi główną bazę pożytkową tych owadów.

Tą złą sytuację mogłoby poprawić: ● ograniczenie zwalczania kwitnących chwastów rosnących w pobliżu plantacji; ● wysiewanie, na wydzielonym areale, długo kwitnących roślin pożytkowych; ● stosowanie wsiewek, na przykład koniczyny białej, w murawach porastających międzyrzędzia w sadach, a także ● opóźnienie koszenia tych muraw na okres po kwitnieniu mniszka. Zwracam uwagę na fakt, że kwitnący w murawie mniszek, nie powoduje takiego odciągania owadów od kwiatów, jak sugerują niektórzy producenci selektywnych herbicydów.

W etykiecie Mospilanu® 20 SP jest zapis odnoszący się do bezpieczeństwa pszczół o treści: „zgodnie z zaleceniami dobrej praktyki ochrony roślin, w przypadku stosowania środka w trakcie kwitnienia następujących upraw: rzepak ozimy, rośliny sadownicze, rośliny warzywne i ozdobne w celu ochrony pszczół i innych owadów zapylających środek zaleca się stosować poza okresem ich aktywności na plantacji”. Czy taki zapis sprawi, że owady zapylające będą bezpieczniejsze?

D.T.: Mospilan® 20 SP jest preparatem, który w etykiecie, w punkcie „Prewencja dla pszczół” ma zapis „nie dotyczy”. Oznacza to, że produkt charakteryzuje się niską toksycznością dla pszczół. Nie oznacza to jednak, że jest to preparat całkowicie obojętny. Wielu plantatorów, czytając ten zapis, błędnie przyjmuje, że zabiegi można wykonywać, na kwitnącej plantacji, również w ciągu dnia. Mam nadzieję, że zapis w etykiecie środka Mospilan® 20 SP w obecnym brzmieniu zwiększy bezpieczeństwo pszczół na naszych uprawach, a przykład Sumi Agro Poland wpłynie na wprowadzenie takiej informacji na etykietach pozostałych środków ochrony roślin, dostępnych na naszym rynku.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: wykorzystano fragmenty materiału pochodzącego z „Sadownictwa na topie” nr 6/2015.